Viral w czasie pandemii – wywiad ku pokrzepieniu serc

"Czy jestem aniołem? Nie, jestem normalny" - wywiad z Krzysztofem Khaki Baranowskim, o tym, jak jeden post (viral) może namieszać w życiu.

dodała 0 Comments 19 min czytania 220 liczba odsłon

Pandemia koronowirusa namieszała w życiu wielu ludzi, również na polu zawodowym. Pewien mieszkaniec Poznania stracił w tym czasie pracę. Z pozoru „zwykły Kowalski” szukając nowego zajęcia przez przypadek stworzył viral, który pomógł nie tylko jemu, ale również wielu innym osobom. Z wielką przyjemnością zapraszam Cię na wywiad z tym ciekawym i jakże skromnym człowiekiem.

O czym rozmawiamy? O startupie na Ibizie, pomocnikach świętego Mikołaja i bieliźnie antybąkowej. Przede wszystkim zaś o tym, ile jeden post zamieszczony na Facebooku namieszał w jego życiu (i wielu innych ludzi).

Mam prośbę – zostaw dla Krzysztofa komentarz. Podziękowanie czy dobre słowo – żeby czytając ten artykuł i komentarze pod nim wiedział, jak dużo dobrego wynieśliśmy z tego wywiadu.

Zapraszam do oglądania naszej sierpniowej rozmowy (właściwa rozmowa zaczyna się od czwartej minuty (ściślej od 4:25):

Jeżeli wolisz na spokojnie przeczytać cały wywiad, mam dla Ciebie jej transkrypcję. Poniżej znajdziesz treść rozmowy z Krzysztofem.

(Jako, że dynamika tekstu pisanego jest inna niż rozmowy. Pozwalam sobie skrócić niektóre wątki dla zachowania przejrzystości wywiadu).

Kim u licha jest ten facet?

Ewa Dudek – Słuchajcie, jak wrzuciłam informację na temat naszej rozmowy i stworzyłam to wydarzenie, to pojawiło się takie pytanie – ale kim ten człowiek jest? I w sumie, to jest dobre pytanie. Bo ideą powstania tej rozmowy jest to, co zrobiłeś, a niekoniecznie cała otoczka medialna wokół Ciebie. Więc jakbyś mógł opowiedzieć, co sprawiło, że tego posta napisałeś i jak to dalej szło (chodzi mi o same początki).

Krzysztof Khaki Baranowski – Mhm. Bo też zakładam, że niektóre osoby, które tutaj przyjdą i będą tego słuchały, teraz czy później, niekoniecznie znają całą historię i back story z nią związane.

Więc jakiś miesiąc temu, ponad miesiąc temu, napisałem posta na Facebooku, który stał się wiralowy i wiele osób go polubiło i komentowało, i nadal są te komentarze.

Napisałem znajomym na Facebooku, że mogę pomagać innym ludziom. Za darmo. Temat wymknął się spod kontroli

Nic nie dzieje się z jednego powodu i tutaj było wiele faktorów, natomiast w samym poście napisałem, że piszę go, ponieważ się nudzę. Ponieważ straciłem pracę i poszukując nowej pracy, i próbując rozkręcić swój własny biznes, czekając jakby na efekty tego nowego biznesu, dużo czasu poświęcałem na Netflixa i na granie na XBoxie. I to było super. Świetnie się bawiłem…

– hahaha…

– przez pierwsze tygodnie. Ale po kilku tygodniach już mi się znudziło. Kurde, pomyślałem sobie, że zrobiłbym coś fajnego, coś ciekawszego. Napisałem, że siedząc i czekając aż się coś wydarzy, mogę pomagać innym ludziom. I napisałem, że mogę to zrobić za free.

Napisałem na Facebooku do moich znajomych. Bo mam swoich znajomych na Facebooku, tak jak każdy z nas ma. Po prostu myślałem, że to oni to przeczytają.

Zresztą to nawet można wyczytać z tonu, w jakim piszę, bo tam piszę o różnych rzeczach, które mogę robić. Pomagając z zakresu mojego zawodowego doświadczenia i wykształcenia, czyli z marketingu, napisałem, że mogę posiedzieć nad strategią czy nawet stronę internetową zrobić, dobrać kanały, czy wymyślić jakiś sposób komunikacji, jakiś research marketingowy zrobić. A oprócz tego takie rzeczy jak umycie okien czy że zawiozę Cię samochodem na imprezę i że cię później odwiozę z tej imprezy. No, takie rzeczy się raczej kumplom proponuje…

– hahaha

– a nie obcym ludziom. W momencie, w którym, to się wymknęło spod kontroli, to nabrało bardziej fantastycznego wydźwięku niż rzeczywistego.

– Super, tak na marginesie, to ta nasza rozmowa, ją też poprzedzały konsultacje. Bo ja miałam ogromny problem jak w ogóle od technicznej strony podejść do takiego „lajwa. Także nie dość, że pomagasz mi prowadząc ze mną tą rozmową tutaj, to jeszcze od technicznej strony poświęciłeś czas na to, żeby ona doszła do skutku. Także dziękuję.

– Nie ma sprawy.

Komu ten viral pomógł?

– To ilu osobom pomogłeś? Tak mniej więcej?

– To jest nie do policzenia i to jest bardzo trudno też uwzględnić taką bezpośrednią pomoc, gdzie poświęciłem komuś więcej niż 10 minut, że się z kimś spotkałem lub wykonałem jakąś pracę. To mogło być…, nie wiem, to nie jest jakoś chyba dużo. To jest ze 30 osób? 30 parę?

Natomiast było wiele osób, z którymi sobie po prostu pogadaliśmy na messengerze albo wysłali do mnie pomysł i ja ich jakby podtrzymałem, że to jest dobry pomysł, albo wręcz przeciwnie. Także to bez większego spotkania. Było też mnóstwo osób, które mówiły, że sam post im pomógł.

Bardzo fajnie zaczęłaś, odrywając post od mojej osoby, to są dwie osobne rzeczy i to jest fajne. Bo faktycznie ponoć ten post pomógł wielu osobom, samo istnienie tego posta.

Nie wiem do końca co i w jaki sposób, to jest dla mnie w pewien sposób zagadką i pewną gimnastyką umysłową. Ale takich osób było, nie wiem… Ja wiadomości również dostawałem, oprócz komentarzy, które można sobie przeczytać, w których też ludzie mówią, o ale super, że „o, że zobaczyłam ten post i od razu się uśmiechnęłam, tego typu komentarze tam były. To również dostawałem wiadomości od dalszych i bliższych wiadomości mówiące ale super, ale fajnie, że sobie patrzę do internetu, co tam słychać. Pośród wielu negatywnych newsów, widzę twój post. I zrobiło mi się od razu lepiej.

– Chyba sobie odpowiedziałeś na pytanie, które sobie zadajesz w głowie, co wyróżniło ten post i dlaczego być może on stał się taki wiralowy. Mamy czasy covidowe i niezbyt ciekawe pod wieloma względami: zdrowotnymi, politycznymi, zawodowymi. No to trudne czasy. Ktoś, kto stwierdza, że stracił pracę. Bo ty w tym poście o tym piszesz wprost. Ale że się nudzisz, że masz dość tego czasu. To, co mówiłeś, że już naoglądałeś się Netflixa, nagrałeś i teraz chciałeś coś zrobić dla innych. Wiesz, niektórzy potrafią tak latami żyć i nie poczuć takiej potrzeby.

– Hahahha, tak słyszałem.

– Także to wyróżniające! Także fantastycznie.

– Ja też się zdziwiłem, że to mi się tak szybko znudziło.

– Przyznasz? Po kilku tygodniach! No kilka tygodni, to… dobrze o tobie świadczy 😉 Jeszcze odnośnie dobrych wiadomości, to powstał artykuł na temat Twojego posta i Twojej osoby o tym, jak pomogłeś, jak ten post wpłynął na wiele różnych osób. Także przyjemne.

– Tak, to było bardzo przyjemne. To jest nadal bardzo przyjemne doświadczenie.

Krzysztof i… pomocnicy świętego Mikołaja

– Powiedziałeś „nadal”, to nadal spełniasz te prośby? Czy ten post jest nadal aktualny?

– Post nie jest aktualny w takim zakresie, jak tam napisałem, pod wieloma względami, bo na przykład już nie szukam pracy. Mam dużo mniej czasu teraz i dużo trudniej się umówić ze mną. Ale nadal jest aktualny. Nadal mam spotkania.

Niektóre osoby, które od samego początku istnienia tego postu się do mnie odzywały się ze mną spotykały, to z niektórymi mam już po trzy spotkania zrobione. I dostają zadania domowe i jakby ta współpraca trwa nadal między nami i nadal pojawiają się osoby, którym mogę pomóc.

Nawet to wykroczyło już w taki obszar, gdzie jestem pośrednikiem w pomaganiu.

Bo mam osoby, które, takie młode rodzeństwo, które szuka pracy, ponieważ chce wyjechać na obóz karate i ich rodziców stać na jeden obóz, a oni bardzo chcą jechać na dwa obozy. No i zbierają kasę. I mogą robić cokolwiek. A było sporo osób, które prosiło o malowanie ścian, czy remont kuchni czy wyburzenie ściany, więc ja sobie ich biorę do pomocy. Tam, zawsze właściciel, nawet, jeśli ja pisałem o tym, że to jest za darmo, to oni zawsze oferowali jakąś tam kasę. Oczywiście drobną, symboliczną, ale to ja już bardziej pośredniczę. Mówię, o to te osoby, mogą się zająć tym problemem

– Pomocnicy świętego Mikołaja, haha. Ale super! A doszło w ogóle do takiego momentu, że ty musiałeś dobierać, wybierałeś te osoby czy pomagałeś wszystkim, którzy się do Ciebie zwrócili?

– Hmmm… też nie jest łatwo odpowiedzieć na to pytanie. Odpisywałem wszystkim, powiedziałem „nie” tylko kilku osobom. Wielu osobom powiedziałem „w tej chwili nie jestem w stanie tego ogarnąć, proszę o kontakt za tydzień albo za dwa tygodnie”. A tak to pomagałem wszystkim. Umawiałem się na spotkania. Zrobiłem sobie nawet taki system cały, dokument online, gdzie ludzie mogli się zapisać…

– Tabelka w Excelu proszę państwa. Byłam w tej tabelce. Były godziny wypisane, dni, okienka, w których można się było zapisać. Byłam, hahaha

– hahaha. Nie, bo to już osiągnęło taki poziom, że po pierwszych dziesięciu komentarzach stwierdziłem, że o nie, nie… ja tak nie mogę pracować, to trzeba zrobić. Także wysłałem do wszystkich, wszyscy, którzy chcieli, dostali dostęp, do tego dokumentu

Najbardziej nietypowe prośby

– A jaka była najciekawsza albo najbardziej nietypowa prośba, z jaką się spotkałeś?

– Było kilka nietypowych próśb. Co dziwne, naliczyłem pięć kuchni do pomalowania.

– Kuchni?

– I to były też bardzo często osoby samotnie wychowujące dzieci.

– To faktycznie organizacyjnie może być trudno, zwłaszcza, że kuchnia jest sercem domu. Karmić je jakoś w międzyczasie trzeba 😉

– Tak, natomiast nie było nic związanego z podłogą, drzwiami, oknami. Natomiast kuchnia. I to jeszcze do pomalowania. Także to jest zadziwiające jak to się monotematyczne zrobiło. Z takich marketingowych rzeczy, to konsultowałem bieliznę antybąkową.

Było kilka nietypowych próśb… Pięć kuchni do pomalowania, bielizna antybąkowa, propozycje towarzyskie…

– hmm, ok...

– To jest bielizna, która pochłania nieprzyjemne zapachy. I ona jest oprócz takiego aspektu kulturalnego, co dotyczy każdego z nas, to ma też ten aspekt medyczny…

– Domyślam się, że to pewnie osoby mające problemy natury fizjologicznej, prawdopodobnie to może być dla nich coś.

– Tak, dla nich wszystkich to jest bardzo pomocne. Ale tez dla zwykłego Kowalskiego, któremu także czasami zdarza się coś puścić, to również komercyjnie jest to sprzedawane do tych osób. I tutaj były pewne niespójności komunikacyjne.

Natomiast spoza marketingowych miałem również propozycje towarzyskie. Mam nadzieję, że wybraliśmy odpowiednio późną godzinę 😉 Bo najbardziej nietypowa propozycja, to była propozycja spędzenia upojnego wieczoru w apartamencie z mężczyzną za pieniądze. I podejrzewam, że teraz mogą się posypać negatywne komentarze, ale tak naprawdę to była bardzo kulturalna, miła rozmowa, i zakończyło się tak, jak można się tego spodziewać. Po prostu porozmawialiśmy. Nic więcej.

– Spektrum od pomalowania kuchni osobie samotnie wychowującej dzieci po „samotne” spędzanie wieczoru. No tak, tak, tak…

– Ale najwięcej pomocy, to było konsultacje marketingowe online. Tak jak my sobie teraz rozmawiamy, tak konsultowałem marketingowo. Różnych ludzi

O tym, że virale kręci się tylko w Warszawie

– Czy ta pomoc była ograniczona do terytorium Polski? Czy zdarzały Ci się też pytania o pomoc spoza granic naszego kraju?

– Pomoc była ograniczona do Poznania. No, bo napisałem do moich znajomych, a oni w większości są w Poznaniu. Osoby, które mnie znają, to o tym wiedzą. Więc ja nie określałem gdzie jest ta pomoc. Oczywiście, osoby z Warszawy, jeśli nie jest napisane gdzie się coś odbywa, to oni myślą, że to się odbywa w Warszawie. Tak jest.

– To jest przykre, ale tak jest.

– Jeśli jest koncert, nie jest napisane…

– i jest tylko ulica napisana, to na 100% jest w Warszawie. hahah. To przykre, ale słuchajcie Warszawiacy (i Warszawianie – tak jest 😉

– I miałem mnóstwo propozycji. Nawet byliśmy już na takim etapie dogadywania się. I w którymś momencie się pytam ale chwila ale w Poznaniu nie ma takiej ulicy. AAAA… bo ja jestem z Warszawy. A Ty nie jesteś z Warszawy.

– No bo wirale tylko w Warszawie kręci się 😉

– I było wiele takich osób. Wiele osób pisało z różnych stron Polski, z zagranicy, tak. Miałem z zagranicy ale to były polskiego pochodzenia osoby. Na Ibizie jedna dziewczyna siedzi i robi start-up i spotkaliśmy się aby omówić możliwą współprace przy start-upie.

– To brzmi jak super doświadczenie. Takie bardzo otwierające z szeroką grupą bardzo różnych osób.

– Tak, tak

Przypowieść o kozie, czyli czy było warto?

– Jesteś zadowolony z tego, że napisałeś ten post?

– O tak, bardzo.

– A czy to zmieniło coś w Twoim życiu? W Twoim osobistym? Bo że w życiach innych coś pozmieniało i wniosło coś dobrego, to już wiemy.

– Wiesz co? Bardzo dużo. Ponieważ tak jak mówiłem, wiele różnych rzeczy wpłynęło na napisanie tego postu.

Byłem w dość mrocznym miejscu, w tamtym okresie. Straciłem pracę, rozwiodłem się, musiałem się przeprowadzić. Z bardzo fajnego mieszkania przeprowadziłem się do akademika.

Już wcześniej, wiele lat wcześniej, miałem epizody związane z depresją i wiem na czym to polega. I to nie była ciężka depresja, szybko ją zidentyfikowałem, skonsultowałem ze specjalistą, brałem leki, przestrzegałem zasad. Po prostu po miesiącu, trzech nie było po niej śladu. Traktuję to po prostu jak chorobę, którą można uleczyć i po niej nie ma śladu. Podobnie tutaj. Jak czujesz, że zbliża się gorączka i coś Cię bierze, to ja czułem tego potwora, który dwa-trzy kroki i na mnie siądzie.

– Ale super, że o tym mówisz. Super, że się takie podejście promuje. Przecież głowa jest taką samą częścią ciała jak wszystkie inne. Dlaczego jest w ogóle traktowana inaczej. Doskonale wiem o czym mówisz. Niech to, jako normalna sprawa. Kontynuuj, przepraszam.

– I pomyślałem, że… jest taki dowcip żydowski o człowieku, który żył z rodziną, wiele dzieci, jeszcze zwierzęta do tego. I poszedł do Rabe się pytać, co ma zrobić. I Rabe mu mówi – kup kozę. Ale jak Rabe kozę, przecież ja mam żonę, dzieci, problemy, sąsiad, praca. Kup kozę. No dobrze Rabe. Poszedł kupił tę kozę. I po kilku tygodniach idzie do Rabe. Rabe, nie, no koszmar! Żona, dzieci, sąsiad, praca, jeszcze do tego ta koza w domu. I Rabe mówi – sprzedaj kozę. I on poszedł sprzedał tę kozę. Wraca i mówi. Rabe, jaki ja jestem szczęśliwy, żona, dzieci, sąsiad, ale tej kozy nie ma.

I nie wiem, jakoś zapamiętałem ten dowcip. I sobie pomyślałem, ok, mam obniżony nastrój, to sobie wezmę tę kozę. Ten post, to miała być ta koza. No i myślałem, że skończy się na pomocy dwóm, trzem osobom i sobie poprawię nastrój i odświeżę sobie jakieś znajomości tych osób.

Sporo z tych rzeczy się nie stało, bo o dziwo, nie wiem dlaczego, spośród tych wszystkich osób, które poprosiły o pomoc, które miały odwagę poprosić o pomoc, bo to też wymaga pewnego rodzaju otwartości i odwagi powiedzieć „tak, słuchaj, oferujesz pomoc, a ja potrzebuję pomocy”. I to też wymagało. To spośród tych wszystkich osób, nie było nikogo z moich znajomych.

– O, ciekawe.

– Takich bezpośrednich, bliskich znajomych, takich osób, które znam, kojarzyłem, gdzieś tam, kiedyś się spotkaliśmy, to tak. Ale z takich bliskich znajomych, to nie, o dziwo…
I na jakie ja pytanie odpowiadałem? Straciłem wątek.

– Na to, co ten projekt zmienił w Twoim życiu.

– Aha, tak. No to faktycznie, pomaganie tym innym ludziom.

Otwarcie się na innych ludzi i zaproszenie ich jakby do siebie. Bardzo pomogło. Te komentarze bardzo pozytywne, czasem zbyt pozytywne, to rewelacyjnie zadziałało. No i byłem bardzo zajęty przez bardzo długi czas.

No i to, że byłem zajęty, to bardzo pomogło. I to, że mogłem robić to, co bardzo lubię, czyli marketing. Bardzo lubię marketing, co prawda, próbuję też swoich sił ze swoim własnym projektem, ale to nie jest tak, że rzucam korporację, pracę, której nienawidzę, by realizować moją pasję. Uwielbiam marketing i kocham tę pracę, uwielbiam też swoje hobby i mam nadzieję, że może uda mi się to w końcu połączyć ze sobą.

RPG płynie w moich żyłach

– A czy miałeś wśród tych próśb, które do Ciebie napłynęły, jakąś, która miała jakiś związek z tym, co Cię tak strasznie interesuje i o czym teraz też chciałabym porozmawiać. I staram się tak w miarę płynnie do tego przejść. Czyli do gier. Czy była prośba, w której mogłeś się od tej strony, niekoniecznie marketingowej pokazać.

– Nie prośba, ale odezwało się kilka osób, które… bo ja tam przemyciłem też informację na temat tego mojego projektu, również tutaj. Uwaga ten program zawiera lokowanie produktu…

– hahaha śmiało

– Tak naprawdę odezwały się do mnie osoby, które chciały mi w tym pomóc. Wow, to jest super podejście, to jest super pomysł. Jestem pedagogiem, jestem psychologiem, możemy coś wspólnie tutaj podziałać. I nawet spotkałem się z dziewczyną, która miała tutaj bardzo głęboki insight, jeśli chodzi o branżę, w którą chcę wejść – szkół. Jak współpracować ze szkołą. I dała mi kilka bardzo ciekawych, bardzo dobrych kontaktów do osób, które zajmują się zajęciami dodatkowymi w szkołach. No i też o modelu biznesowym bardzo dużo rozmawialiśmy, więc to też bardzo mi pomogło w realizacji mojego produktu.

– To powiedz o tym projekcie, który rozwijał się równolegle do tego posta czy to było już po, jak już nabrałes tego wiatru w żagle? Energetycznego.

– Pomysł jest.. dwa lata temu wpadłem na ten pomysł, natomiast zrealizowałem go zaraz po tym jak straciłem pracę, czyli 3 miesiące temu. I powstała strona rpgposzkole.weebly.com, trochę mało intuicyjna nazwa, ale myślę, że to jakimś linkiem załatwimy.

Dwa lata temu wpadłem na pomysł, by wprowadzić gry fabularne do szkół. Rozwijają nie tylko wyobraźnię ale również umiejętności miękkie. Mój projekt nie jest ograniczony do Poznania. Sesje odbywają się online.

– Podlinkujemy

– Idea polega na tym, by wprowadzić gry fabularne do szkół, jako zajęcia dodatkowe. Coś jak jest akademia Reissa, co rozwija fizycznie. No to gry fabularne rozwijają inne aspekty. Gry fabularne, to nie są gry komputerowe, to nie są gry planszowe, to są gry wyobraźni, warto się zapoznać z tym tematem, na czym to polega. Chociaż ostatnio zdobywają bardzo duża popularność, bo coraz więcej aktorów amerykańskich przyznaje się do tego, że za młodu grywali w gry fabularne. I prowadzonych jest wiele badań mówiących o pozytywnym wpływie na rozwój człowieka. Nie tylko na wyobraźnię ale również na umiejętności miękkie, komunikację, wspólpracę z innymi, rozwiązywanie problemów. Całą masę różnych rzeczy ale również podnoszą samoocenę czy wiarę we własne działania.

– I do jakiej grupy wiekowej kierujesz swój projekt?

– Od 8 do 18 lat. Czyli podstawówka i liceum. Teraz są podstawówki i licea, tak?

– Tak… (cisza, śmiech) tak, nie ma gimnazjów. Musiałam się chwilę zastanowić. Chyba nawet licea nawet o 19-latków zahaczają. Przynajmniej kiedyś tak było.

– Tak, tak, bardzo możliwe

– Ok, masz projekt, który ograniczony jest wyłącznie do Poznania?

– Nie, ponieważ sesje odbywają się online.
I tak, jak my ze sobą rozmawiamy, tak gry fabularne też polegają na rozmowie między ludźmi. Wyobrażamy sobie fabułę. Każdy z graczy tworzy swoją postać i mówi co robi jego postać, co czuje, co myśli. A mistrz gry, ktoś, kto prowadzi tę grę, on wymyśla scenariusz i mówi, w jakie sytuacje wplątały się te postaci. Gracz mówią, co robią, on mówi, co się dzieje ze światem. Postacie znowu mówią co robią, itd., itp.

– Czyli to jest skierowane ogólnopolsko. Do rodziców, albo wujostwa, kuzynostwa, gdy się wie, że ktoś jest taki nastoletni, to można mu podesłać. Super, życzę Ci, żeby to się rozhulało.

Przepis na super frytki

– Mam chyba ostatnie pytanie. Na Twoim profilu jest informacja, że oprócz marketingu i gier RPG uwielbiasz frytki. To wyskakuj z jakiegoś przepisu. Na super fryty.

– To nie jest żaden mój przepis ani też nie jest żadna tajemnica. Każdy specjalista od frytek powie to samo. Jedyne, co trzeba, to po prostu więcej czasu poświęcić na frytki.

Sekret polega na tym, by podgrzać frytki, najpierw je gotujemy, doprowadzamy do wrzenia. I chłodzimy w zimnej wodzie. Albo w lodzie jeszcze. Później znowu gotujemy je do wrzenia i znowuż schładzamy aż będą zimne. I po dwóch takich kąpielach wsadzamy dopiero do piekarknika. Wtedy są słodkie, chrupiące i bardzo smaczne.

– Ale że samemu się ziemniaczki kroi, nie takie gotowce kupione?

– Nie, nie gotowce. Ziemniaki.
Proces trwa ponad pół godziny. Także długo się czeka na takie frytki. A z obieraniem i podaniem aż ostygną do zjedzenia. No z godzinę trzeba liczyć. Od pomysłu do zjedzenia.

Przemyślenia po fakcie

Jest coś, co bardzo chciałem powiedzieć. Takie przemyślenie, które mi się nasunęło, po całym tym wydarzeniu.

W wielu komentarzach ludzie przesadzali mówiąc, że jestem super dobry, albo że jestem aniołem. I za każdym razem musiałem to prostować. Że nie, jestem normalny, tylko od czasu do czasu robię coś dobrego i nie uważam, że nie ma ludzi po prostu dobrych. Każdy człowiek składa się z tych dwóch elementów, wszystko zależy również od kontekstu, w którym żyje i istnieje.

I że to po prostu, ludzie po prostu przesadzili z tym. Tak naprawdę na tego typu zasięgi i tego typu uwagę zasługuje mnóstwo instytucji i ludzi, którzy naprawdę robią dużo więcej dobrego niż ja. Są to ludzie, którzy pracują w fundacjach, to są w ogóle fundacje, które pomagają ludziom, pomagają zwierzętom i sprawiają, że ten świat jest lepszy.

Ja tylko raz zdecydowałem się zrobić coś dobrego. No, nie do końca może tylko raz. Ale tylko raz napisałem na Facebooku, że robię coś dobrego, że chcę zrobić coś dobrego za darmo.

Ja tylko raz napisałem na Facebooku, że robię coś dobrego, że chcę zrobić coś dobrego za darmo. Natomiast są fundacje, które pomagają innym codziennie, przez wiele lat. I to oni zasługują na równie duże zasięgi.

– Piękne podsumowanie.

– Jeszcze jedna ciekawa obserwacja. Ja miałem już wcześniej sporo fanów, bo jestem influencerem i faktycznie miałem tam 1600-1800 nie fanów, tylko znajomych a teraz mam 2,5 tysiąca.

– Właśnie się zastanawiałam czy ten przyrost był taki spektakularny. Po prostu mnóstwo ludzi chciało mnie mieć w znajomych, żeby mnie mieć w znajomych? Żeby otaczać się ludźmi, którzy pomagają? I po pewnym czasie boty się zorientowały, że przyjmuję wszystkich do znajomych i..

– hahaha

– hahahah… boty zaczęły się zgłaszać. Ale tak, stwierdziłem, że było wiele komentarzy mówiących o tym, że jest tyle zła dookoła i fajnie, że jest ten post. Ja mam zupełnie inne spojrzenie. Mam wrażenie, że jest mnóstwo dobra wokół nas i być może ja mam po prostu takie szczęście. Miałem szczęśliwe dzieciństwo i zawsze udawało mi się bardzo fajnie do pracy dostać. Każdą pracę bardzo cenię. Nigdy nie narzekałem na pracę. I mam super przyjaciół i znajomych i uważam, że to są wszystko wartościowi i mili ludzie. Więc ja nie mam takiego wrażenia, że świat jest zły. I pomyślałem, że jeśli ktoś chce mnie po prostu dodać jako takiego gościa, który napisał takiego posta, to czemu nie.

– hahah. A czego mogę Ci życzyć?

– Wiesz co? Pracę mam. Dziewczynę, jeszcze nie, ale być może. To już sobie załatwię sam. Nie, nie musisz niczego, wszystko mam.

– Zdrowia Ci życzę. To można w nadmiarze mieć. I żeby Ci marzenia się pospełniały. Bardzo się cieszę, że było mi dane Ciebie spotkać i naprawdę że super było poobserwować i być takim małym kamyczkiem w tej lawinie, która poszła za tym postem. I bardzo się z tego powodu cieszę i bardzo Ci dziękuję. Życzę Ci wszystkiego, wszystkiego dobrego i mnóstwo zdrowia

– Super, dziękuję bardzo


Dlaczego opowiadanie historii jest takie ważne? I co możesz stracić nie stosując ich w e-biznesie? Wreszcie – jak storytelling wpływa na mózg? Dowiesz się z artykułu https://internettezczlowiek.pl/storytelling-po-co-i-dlaczego-jak-storytelling-wplywa-na-mozg/

Jeśli interesuje Cię wpływ nowych technologii na życie człowieka, gorąco zachęcam Cię do lektury artykułu na temat wirtualnej rzeczywistości https://internettezczlowiek.pl/jak-stworzyc-vr-ktory-sprzedaje/, gdzie prócz ciekawych przykładów, znajdziesz wyniki badań naukowych i praktyczne rady dla biznesu.

Subskrybuj, aby nie przegapić posta!

Nuży Cię zaglądanie na bloga w poszukiwaniu nowych wpisów? Skorzystaj z możliwości, by wpisy same trafiały do Ciebie!

Co o tym sądzisz?

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Ten artykuł jeszcze nie ma komentarzy

Poprzedni
Boty w biznesie internetowym. Co możesz stracić nie wdrażając bota?
Viral w czasie pandemii – wywiad ku pokrzepieniu serc